isuzu d-max Fot. Mateusz Korsak Zobacz galerię Isuzu D-Max >>

Weźcie dowolne auto na rynku i porównajcie je z drugim, dowolnym autem z tego samego segmentu. Poczujecie się jak turysta w Azji. Ludzie wyglądają tam tak samo i dopiero po wielu dniach zaczyna dostrzegać się te subtelne różnice. Podobnie jest z samochodami. Jeżdżą trochę inaczej, różnią się w pewnym stopniu komfortem i wyglądem, ale wszystkie są w jednakowy sposób pozbawione charakteru. A na dodatek naszpikowane niepotrzebną elektroniką niczym iPod, ratują z każdych opałów, same parkują, same hamują itd. Już niedługo jedyne co będziemy w aucie robić, to najwyżej sami z siebie idiotę, który nie będzie wiedział do czego służy "to okrągłe" przed nim.

Zobacz też: Sprawdzamy jak jeździ najtańsza terenówka na rynku

Cała nadzieja w pick-upach. Gatunku aut, który narodził się w USA za sprawą jednej z wersji słynnego Forda T. Europejskim rynkiem zawładnęli jednak producenci japońscy. W tym Isuzu, które wróciło na polski rynek trzy lata temu. Do naszej redakcji na testy trafił model D-Max. CZYTAJ DALEJ >>

1 2 3 Następna strona >>>