Test: Dodge Viper. Urywa głowę. Przy samym tyłku
Na torze w Ułężu zasiadam za kierownicą 600-konnego dodge'a vipera. Czy uda mi się choć trochę poskromić czyhającą pod maską bestię?
Fot. Anna Dziedzic
Nie wiedziałem czego spodziewać się po dodge’u viperze, zanim po raz pierwszy zasiadłem za jego kierownicą. W głowie kotłowały mi się różne opinie na temat Vipera. "Jest okrutny", "równie cywilizowany co katastrofa lotnicza", "nie ma esp, ebd... jego najbardziej zaawansowany system elektroniczny to radio". Gdy instruktor z Motoprezent.pl, firmy, która udostępniła nam auto do testów, wręczył mi kluczyki, ostrzegł z poważną miną, że viper będzie chciał urwać mi głowę. Przy samym tyłku.
"Sprawdźmy więc!" pomyślałem, stojąc z przodu auta i oceniając bestię po masywnych błotnikach i rekinich skrzelach na masce. By dojść do kabiny, która jest umieszczona tuż przed tylnymi kołami, trzeba zrobić niemal trzy kroki. Maska, skrywająca 8,3-litrowy silnik V10 o mocy 600 koni jest niesamowicie długa.
Zobacz też: Testujemy amerykańską terenówkę z V8 pod maską
Wsiadanie do auta jest równie proste, co założenie pełno-płytowej zbroi z XV wieku. Gdy już udało mi się wgramolić do środka, pokonując wielkie progi, które skrywają jednocześnie tłumiki wydechu, wpadłem w kubełkowy fotel. Jeśli się rozbiję, to na pewno nie zdołam szybko wydostać się na zewnątrz.
Przede mną rozpościera się wąska szyba, zapewniająca widoczność mniejszą niż wizjer w czołgu. Widać tylko profil błotników, ciągnącą się metrami maskę i długą prostą toru. W kabinie pachnie skórą, olejem i benzyną. Silnik bulgocze, jak pitbull, który chce się rzucić do ataku.
Koła vipera, wielkie niczym w ciężarówce, walczą przy starcie o przyczepność. To sprawka gigantycznego momentu obrotowego o wartości 759 Nm. Gdy auto przyspiesza, zostawiając za sobą kłęby dymu, nie patrzę na prędkościomierz. Prędkość oceniam po tym, jak mocno świat wokół zaczyna się rozmywać, a płyta lotniska robi się nagle przerażająco wąska. Odjęcie gazu i dohamowanie przed zakrętem odbija się wstrząsem na samochodzie. Redukuję bieg lewarkiem, który bardziej przypomina rękojeść młota bojowego. I wymaga podobnej siły w użyciu. Tak samo zresztą jak sprzęgło. Wciśnięcie lewego pedału przyprawia nierozgrzany mięsień łydki niemal o skurcz. By poprawnie wejść w wiraż, siłuję się z autem. Opony wyją, bicepsy walczą z siłą odśrodkową. Wyjście z zakrętu i najdłuższa prosta. Pedał w podłogę. Obrotomierz niemal od razu osiąga czerwone pole. Mógłbym tak jeździć bez końca. Ogłuszony hałasem zjeżdżam jednak po kilkunastu okrążeniach z toru by ochłonąć i pozbierać myśli.
Jaki jest ten amerykański supersamochód? Jeśli pomyśleliście, że w towarzystwie innych super aut np. ferrari i lamborghini, dodge to chamski drwal, z siekierą za pasem, który popycha wszystkich w barze, to macie rację. To nie jest auto do używania na co dzień. Jest niewygodny i głośny, a na dodatek tunel środkowy jest tak wysoki, że pasażerkę można złapać najwyżej za obojczyk, a nie kolano.
Zresztą na przejażdżkę Viperem najlepiej w ogóle nie zabierać ze sobą towarzyszki. Po jednym wypadzie na tor 99 proc. kobiet odejdzie od was. Będą miały obawę, że skoro lubujcie się w takich autach, to z pewnością od czasu do czasu podrzynacie gardło nieznajomym.
Zobacz też: Najlepszy tyłek w branży! Testujemy alfę romeo mito
Z dodge’em najlepiej zostać sam na sam. Wtedy łatwiej go poznać. Można nawet odkryć, że delikatnie traktowany, pozwoli jeździć bardzo szybko, balansując na granicy oswojenia. To jak z nieujarzmionym koniem. Patrzysz mu w oczy, a on pozwala pogładzić się po pysku, pójść w galop... by za chwilę zrzucić Cię z siodła. Dokładnie tak samo zachowuje się viper. Gdy już wydaje ci się, że możesz rozluźnić mięśnie, auto robi coś nieprzewidywalnego. I wtedy lepiej nie mieć rozluźnionych zwieraczy.
Jedna rada. Jeśli nie macie umiejętności kierowcy wyścigowego, nigdy, przenigdy nie dodawajcie zbyt dużo gazu w zakręcie. Gdy będziecie na to uważać, to za sprawą prostego, wyścigowego zawieszenia auto będzie świetnie trzymało się drogi. A Wy skorzystacie z radości jaką daje tylny napęd, zwykła, mechaniczna skrzynia biegów i niemal nieograniczona wolność. Po prostu męska przygoda.
Wy też możecie spróbować jazdy Viperem, w ośrodku Motoprezent.pl. Tylko czy znajdziecie odwagę?
Naszym zdaniem:
Prostota, gigantyczny silnik, brak systemów ratujących kierowcę z opresji. Tylko dla odważnych.
Plusy:
Jest tak potężny, że sam wygrał by bitwę pod Grunwaldem. Przeciwko obu stronom na raz
Nie ma miejsca dla teściowej i bojaźliwych pasażerów
Minusy:
Viper zjada dzieci
Cena: Od 100 tys. zł za egzemplarze używane
Dane techniczne: 600 KM (przy 6000 obr/min), 759 Nm (przy 5600 obr/min)
Osiągi: 0-100 km/h -3,8 s.; V-max: 305 km/h
Spalanie: od 20 litrów wzwyż
Już wkrótce kolejne testy: ferrari F430 i lamborghini gallardo

