Test: Dacia Duster 1.5 dCi 4x4. Dusterozada, czyli tego auta nie szkoda
Dacię duster sprawdziłem w wymagającym terenie Bieszczad, pełnych serpentyn i dróg, które dla nowych, delikatnych aut są odpowiednikiem siódmego kręgu piekła.
Fot. Anna Dziedzic
Zobacz galerię dacii duster >>
Bieszczady, jedno z ostatnich "dzikich" miejsc w Polsce. Teraz można dostać się tam bez problemu, ale jeszcze kilka lat temu dojazd do Cisnej był nie lada wyzwaniem. Gnany miłością do Bieszczad, wpojoną przez rodziców-hipisów, wybieram się do kultowej knajpy o dźwięcznej nazwie Siekierezada. Jak się okazuje można w niej dostać całkiem dobre jedzenie, zamiast ciosu nomen omen siekierą.
Oczekując na półmisek lokalnych pierogów patrzę przez szybę na dacię duster, którą zabrałem tu, by sprawdzić ją w trudnych górskich warunkach. Na parkingu stoi jeszcze mercedes i vw passat poprzedniej generacji, na które z uwielbieniem patrzą jedynie ich właściciele, siedzący przy stoliku obok. Na moją dacię zwracają uwagę niemal wszyscy przechodnie. Zebrała się przy niej całkiem pokaźna grupa ciekawskich.
Zobacz też: "A męskich nie było?" czyli test Hyundaia
Nowoczesna bryła, duże koła z eleganckimi felgami, pseudo-terenowe osłony. To wszystko sprawia, że duster wygląda na o wiele droższe auto niż jest w rzeczywistości, a ja muszę ponieść finansowe konsekwencje jego stylistyki.
O, jakim Pan eleganckim samochodem przyjechał… To musimy policzyć drożej za nocleg! – tak powitał mnie gospodarz, gdy wjechałem do pierwszej napotkanej agroturystyki w Bereżkach.
Nie oszukujmy się jednak – stylistycznie nie jest to alternatywa dla droższych samochodów. Jest za to prosto i niebrzydko. Mnie się podoba, podobnie jak gospodarzowi. A w środku? Plastikowo, bardzo użytkowo i tanio. Oszczędzono m.in. na wiązkach elektrycznych, montując przyciski otwierania okien na tunelu środkowym, zamiast w drzwiach. Wygląd dacii to jedno. Ważniejsze jest jednak to, jak się nią jeździ. Czytaj dalej >>
