TEST: Hyundai ix20 1,6 CVVT Style: "a męskich nie było"? Cz. 1
Właśnie to pytanie cisnęło mi się na usta po pierwszym kontakcie z Hyundaiem ix20. Głównie za sprawą pozornie nieistotnego detalu w postaci... różowych nakładek na progi. Ten szczegół okazał się kluczowy do zrozumienia idei całego auta. Mały "koreańczyk" ma bowiem wiele cech, za sprawą których zyska sympatię pań.
Fot. Mateusz Korsak
Zobacz galerię hyundaia ix20 >>
Ostatnio w koreańskiej motoryzacji sporo się zmieniło. Tamtejsi producenci powoli przestają oferować tandetne i brzydkie auta, których jedynym atutem jest cena. Dlatego kiedy dowiedziałem się, że jadę odebrać nowego Hyundaia, zacierałem ręce ze zniecierpliwienia. W końcu niedawno na nasze ulice trafiły pierwsze egzemplarze Velostera i Genesisa, a to chyba dwa najładniejsze auta z Korei.
Jakże wielkie było więc moje zaskoczenie, kiedy otrzymałem kluczyki do... Hyundaia ix20. Na domiar złego, auto było wyposażone w „ekologiczny” pakiet Blue Drive (system Start/Stop oraz opony o niskich oporach toczenia). Spodziewałem się emocji za kierownicą, a dostałem małe, miejskie eko-wozidełko. Świetnie...
Kiedy znalazłem je na parkingu, trochę poprawił mi się humor. Auto wygląda całkiem nieźle, szczególnie w białym kolorze i na 16-calowych felgach (seryjne w testowanej wersji Style). Widać, że nie zostało zaprojektowane od niechcenia w przerwie na kawę. Aczkolwiek nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jego wygląd, a szczególnie „uśmiechnięty” przód ma za zadanie trafić w gusta płci pięknej.
Moje podejrzenie potwierdziło po otwarciu drzwi, gdyż progi były ozdobione nakładkami w kolorze... różowym. To oczywiście detal, jednak jak już pisaliśmy – nieco zbyt jednoznacznie określający grupę odbiorców.
Zobacz też: Nietypowy, sportowy Hyundai Veloster wjeżdża do polskich salonów
