Test: Suzuki Splash 1.2 Comfort. Czy małe auto może jeździć dobrze?
Choć produkują go Węgrzy, których języka nie rozumie nikt, to Suzuki Splash jest autem, które jeździ, jak na miejskie wozidło, zaskakująco dobrze.
Fot. Mateusz Korsak
Aż trudno uwierzyć, że Suzuki Splash to następca cegły na małych kołach – modelu Wagon R+. Pamiętacie tamten koszmar na kołach? Ja do tej pory budzę się w nocy zlany potem. Na szczęście to już przeszłość.
Splash jest wygodny, dynamiczny i całkiem ładny. Jest, jak twierdzi producent, nowym podejściem do produkowania miejskich aut. Trochę w tym prawdy. Auto jest wysokie i szerokie dzięki temu, że zbudowano je na płycie podłogowej większego Swifta. To zapewnia dużo komfortu i przestrzeni nawet gdy autem jadą więcej niż dwie osoby, pies, a w 179-litrowym bagażniku zakupy.
Zobacz też: Test: Renault Laguna Coupe Monaco GP 2.0. dCi. Dobry sposób na gran tourismo
Z drugiej strony taki pomysł na samochód to nic specjalnie odkrywczego – Suzuki to opakowany w sportowo wyglądające nadwozie – minivanik. Wygląda bojowo, mimo turkusowego, uroczego koloru testowanego egzemplarza. Wstawki o tej samej barwie nadwozia znajdziemy także w środku. Rozjaśniają wnętrze, pokryte szarymi dobrze spasowanymi plastikami.
Najbardziej w oczy rzuca się okrągły, motocyklowy obrotomierz umieszczony na konsoli środkowej. To na jego tarczy zobaczymy jak 1,2 litrowy motor żwawo i chętnie wkręca się na wysokie obroty „ciągnąc” od ok 2700 obr. minutę, aż do odcięcia przy 7000 obrotów. Dla tego czterocylindrowca z układem zmiennych faz rozrządu dla zaworów ssących i wydechowych VVT, 130 km/h na trójce to żaden problem...
Przy takich prędkościach w trasie autko, mimo że wysokie i osadzone na małych kołach, jest zaskakująco stabilne w zakrętach. Elektromechaniczne wspomaganie ze zmienną siłą wspomagania daje dobre czucie układu kierowniczego. A dzięki konstrukcji z drążkami skrętnymi w zawieszeniu tylnym trakcja jest całkiem przyzwoita. Można nawet zaskoczyć kierowców limuzyn pokonaniem łuku szybciej niż oni.
W mieście Splash jest zwinny, zapewnia dobrą widoczność na boki. 4,7-metrowy promień skrętu pomaga manewrować. Sprawdza się więc zarówno na miejskich arteriach, jak i poza nimi. To ważne, bo w Polsce nadal większość ludzi stać na jeden samochód.
Zobacz też: Test. Chevrolet Spark. Daleki krewny muscel car-ów
Wada? W miejskiej dżungli, gdzie często trzeba sięgać do wygodnie umieszczonego lewarka, nie zawsze trafia się w to przełożenie, które chcemy. Mechanizm wydaje też dziwne dźwięki. Być może mówi po węgiersku – w końcu Splash jest produkowany w mieście Esztergom przez Madziarów.
Japoński maluch, o mocy 94 KM i 118 Nm momentu obrotowego do setki przyspiesza w 12,3 s. Szybciej niż porównywalne modele Hondy Jazz i Nissana Micry. W sam raz na wyścigi pod hipermarketem. Najpierw trzeba jednak doścignąć promocję w salonie, bo Splash nie kosztuje mało. Oby więc upust był jak z dyskontu, bo autko kosztuje 43 tys. zł. ESP, przednie i boczne poduszki oraz klimatyzacja są w standardzie. Mimo to – 43 tys. - Auć!
Suzuki Splash 1.2 Comfort
Naszym zdaniem:
Wygląda wesoło, jeździ dobrze, jest większy od konkurencji. Niestety bywa też droższy.
Plusy:
Niebanalny wygląd
Przestronne wnętrze
Zwinność
Minusy:
Cena
"Haczący" lewarek skrzyni biegów
Cena: Od 40 900 zł (wersja 1.0 Club) do 48 900 zł (wersja 1.2 A/T Comfort)
Cena testowanego: ok. 43 900 zł (wersja 1.2 Comfort)
Dane techniczne: 94 KM (przy 6000 obr. min.); 118 Nm (przy 4800 obr. min.)
Osiągi: 0-100 km/h - 12,3 s.; V-max: 175 km/h
Spalanie: 7/5,5/6,2 l. na 100 km (miasto/trasa/średnie)
Dystans testowy: ok. 350 km


